TURYN W KILKA GODZIN ZIMĄ I NIE TYLKO

Turyn do tej pory kojarzył mi się głównie z piłką nożną (siedziba dwóch znanych klubów: JuventusTorino FC), całunem oraz Olimpiadą. Tymczasem okazuje się, że Turyn jest nie tylko głównym ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym północnych Włoch, ale to drugie po Mediolanie miasto będące siedzibą największych koncernów we Włoszech. Znajdują się tu m.in. FIATIntesa Sanpaolo (największy bank we Włoszech), Sparco, Lavazza, Martini&Rossi, RobediKappa czy Caffarel. To także czwarte co do liczby ludności miasto Włoch. Nie mogłam więc go sobie odpuścić przy okazji wyjazdu na narty.

W tym roku postanowiłam dość spontanicznie spędzić Sylwestra i początek Nowego Roku na nartach we Francji w miasteczku Orelle, które leży w tzw. obszarze Trzech Dolin Les 3 Vallées.

Najlepszą drogą transportu okazał się dla mnie lot do Turynu, a następnie pociąg do Modane skąd już było tylko rzut beretem do Orelle. W drodze powrotnej postanowiłam udać się do centrum miasta i spędzić w Turynie kilka godzin. Główne atrakcje miasta znajdują się około 20 min spacerem od dworca Torino Porta Nuova więc nie było to trudne. Natomiast jeśli ktoś chciałby się zapuścić dalej w miasto i np. odwiedzić słynną Bazylikę de Superga, która znajduje się na jednym ze wzgórz (kolejka 6€) to najlepiej skorzystać z metra lub tramwaju. Turyn ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć. Jednorazowy bilet 90 min to koszt 1,5 €.

Mój spacer po mieście nie był może zbyt długi, ale myślę, że wystarczający, by poznać jego historię i odkryć barokową naturę.

Na początek jednak postanawiam zjeść pizzę ze znajomymi z nart. Ze względu na ograniczenie czasowe (grupa miała niedługo samolot) nie szukaliśmy daleko od dworca i w efekcie trafiliśmy do baru Della Posta (Via Camerana 10). Na pierwszy rzut wyglądał jak taki włoski bar mleczny. Przy stolikach siedzieli sami Włosi. Kelnerka nie ma menu oraz nie mówi po angielsku. Zapewniła nas jednak, że mogą zrobić dla nas dowolną pizzę. Nie oczekujmy jednak zbyt wiele. Jedzenie jest świeże i domowe, ale daleko mu do ideału. Za 8 € trudno jednak oczekiwać zbyt dużo.

Pożegnaliśmy się, a ja ruszyłam na eksploatowanie miasta. Po 15 minutach spaceru i minięciu tysiąca witryn sklepowych z wyprzedażami jak to we Włoszech dochodzę w końcu do pięknego barokowego placu Piazza San Carlo, przy którym znajdują się dwa bliźniacze kościoły. Na środku zaś góruje pomnik Emanuele Filiberto.

Kierując się dalej prosto i przechodząc przez ulicę, miniemy kolejne arkady z witrynami sklepowymi oraz Muzeum Egipskie (Museo Egizio) aż dojdziemy do kolejnego placu – Piazza Catello.

Tu znajduje się m.in. XVII wieczny Pałac Królewski (Palazzo Reale), będący na liście UNESCO oraz pałac Palazzo Madama z Muzeum Sztuki Antycznej. Widoczny jest tu również Kościół San Lorenzo.

Jeśli macie trochę więcej czasu to naprawdę warto zwiedzić pałac królewski ze względu na jego piękne niepozbawione przepychu barokowe wnętrza. Szczególne wrażenie robi Sala Tronowa oraz Zbrojownia.

Na tyłach pałacu znajdują się ogrody królewskie – zimą to nic ciekawego. Natomiast trochę dalej jest katedra turyńska św. Jana Chrzciciela (Duomo di Torino), gdzie znajduje się Całun Turyński. Sama katedra nie należy do najpiękniejszych. Małe również prawdopodobieństwo, że zobaczycie całun, bo nie jest on normalnie wystawiany na widok publiczny, a jedynie raz na kilkanaście lat. Kolejny termin to podobno 2025 rok. Warto jednak zajrzeć do bocznej kaplicy, by się pomodlić, a później wejść na dzwonnicę, gdzie znajduje się punkt widokowy.


W oddali możecie zobaczyć charakterystyczną wieżę o kształcie szpikulca, czyli budynek Mole Antonelliana, w którym znajduje się Narodowe Muzeum Kinematografii (jedno z ważniejszych na świecie). Budynek ma 170 metrów i pierwotnie miał być synagogą. Dodatkową atrakcją jest panoramiczna winda oraz punkt widokowy ulokowany pod kopułą. Niestety ja nie miałam już na to czasu.

Turyn to w końcu stolica kawy. Tu narodziła się Lavazza, a kawiarnie są na każdym kroku. W drodze powrotnej postanowiłam wstąpić do poleconej mi przez kolegę z pracy kawiarni Baratti & Milano niedaleko placu Piazza Castello. Miejsce naprawdę godne polecenia ze względu na jakość swoich produktów oraz wyjątkową atmosferę. Ta historyczna i niezwykle elegancka kawiarnia w tym roku obchodzi swoje 160 lecie i należy do wąskiego grona posiadaczy herbu Sabaudo, czyli tzw. dostawców królewskich. Poza pięknym barokowym wystrojem mile zaskoczy nas wybór kaw oraz ciast. Grzechem byłoby się nie skusić, mimo że ceny nie są najniższe – kawa 3,50 €, a ciasto dnia 8 €.

Kawiarnia poza specjałami z czekolady charakteryzuje się produkcją klasycznych wysokiej klasy cukierków „Baratti” oraz produkcją delikatnego ciasta typowego dla Apeninów Liguryjskich: Soft Amaretti i Canestrellini del Sassello. Jeśli więc tylko czas i portfel Wam na to pozwalają, zafundujcie sobie tę chwilę przyjemności.

By jeszcze trochę nacieszyć oczy miastem, obieram trochę inną drogę powrotną. Na początek odwiedzam uniwersytet turyński. Następnie wracam na główną trasę, gdzie mijam m.in. uroczy plac Piazza Carignano oraz piękny budynek muzeum narodowego Risorgimento.

Czas biec na lotnisko. Autobus firmy Sadem na lotnisko w Turynie odjeżdżają z dwóch dworców – Porta Nuova i Porta Susa. Bilet kosztuje 6,50 € (można kupić w kioskach niedaleko dworca lub tzw. tabaccherie) a trasa przy braku korków zajmuje około 50 minut. Przystanek znajduje się przy ulicy Vittorio Emmanuelle II w kuluarach budynku obok dworca.


Turyn przywitał mnie słońcem i zjawiskowym widokiem na góry, a żegna niestety deszczem. Mimo to zapamiętam to miasto bardzo pozytywnie i chętnie odwiedzę je ponownie, bo mam poczucie, że jeszcze wszystkiego nie odkryłam.Co myślicie? Dajcie znać w komentarzach czy Turyn przypadł Wam do gustu. Może ktoś niedługo się wybiera?

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu