JAK PRZETRWAŁAM PODRÓŻ KOLEJĄ Z MOSKWY DO MURMAŃSKA

W czasach PRL podróż do tak odległego zakątka świata, jak Murmańsk mogłam odbyć dzięki współpracy z biurem podróży Almatur. Byłam wówczas pilotem w tym biurze. Zarząd Klubu Pilotów we Wrocławiu powierzył mi wycieczkę na trasie Warszawa-Moskwa-Murmańsk-Moskwa-Warszawa. Było to dawno temu, bo w 1978 roku. Muszę przyznać, że bardzo się ucieszyłam, bo jeszcze tak daleko nie byłam.

Praca pilota w tamtych czasach wyglądała trochę inaczej niż obecnie. W dniu wyjazdu pilot otrzymywał voucher, czyli dokument upoważniający uczestników wycieczki do korzystania z noclegów w hotelach, punkty dotyczące realizacji programu oraz listę ewentualnych kontaktów w razie problemów. Sporym utrudnieniem był brak posiadania telefonu. W tamtych czasach nikt nawet jeszcze nie marzył o komórkach i smartfonach. Zamiast GPS-a trzeba było się biegle posługiwać mapą oraz zdać na własną wiedzę i intuicję. Moim obowiązkiem było dopilnować, by wszystko przebiegało sprawnie, a uczestnicy nie marudzili i byli zadowoleni.

Z grupą spotkałam się na lotnisku Warszawa-Okęcie, które przypominało raczej mały hangar z kilkoma samolotami niż lotnisko. Po sprawdzeniu listy obecności uczestników i dokonaniu wszelkich formalności związanych z odprawą paszportowo-celną w końcu wsiedliśmy do samolotu. Po dwóch godzinach lotu znaleźliśmy się w Moskwie. Z lotniska dotarliśmy autokarem do hotelu Ukraina, w którym mieliśmy nocować. Po zakwaterowaniu nas i załatwieniu wszelkich spraw organizacyjnych przyszedł czas na obiad i zasłużony odpoczynek. Następnego dnia mieliśmy spotkanie z przewodnikiem i zwiedzanie Moskwy, czyli stolicy ówczesnego Związku Radzieckiego.

Moją uwagę zwrócił stosunkowo niewielki ruch samochodów przy jednocześnie dużej ilości taksówek. Drogie były za to tak szerokie by mógł się po nich swobodnie przemieszczać czołg. Najlepszym środkiem komunikacji było metro. Dla mnie była to swego rodzaju atrakcja turystyczna, bo w Polsce jeszcze nie mieliśmy metra. Stacje rosyjskiego metra były oprócz tego bardzo ładne. Pełno było w nich dekoracji i żyrandoli. Czasami czułam się, jak bym zwiedzała jakiś pałac. To był niesamowity kontrast z szarością panującą na polskich ulicach. Pomyślałam, szkoda, że u nas ich nie ma. Pocieszałam się, że w końcu za kilka lat my też będziemy jeździć metrem. No i stało się. Po 100 latach mamy metro w Warszawie, z którego dumni są mieszkańcy stolicy i nie tylko.

Zwiedzaliśmy najważniejsze zabytki tego największego miasta wtedy ZSRR a dzisiaj Federacji Rosyjskiej. Te ciekawe miejsca godne zobaczenia to Plac Czerwony, Kreml Moskiewski, Sobór Wasyla Błogosławionego, Teatr Balszoj (czyli Wielki), Galeria Trietiakowska, Zbrojownia Kremlowska, Stary Arbat, czyli jeden z najbardziej malowniczych deptaków w mieście.

Niewątpliwie najważniejsze miejsce ze względów historycznych to Plac Czerwony. To znany plac położony w centrum miasta w pobliżu Kremla obecnie siedziba prezydenta Rosji. Plac jest od wieków miejscem życia społecznego i cennych zabytków. Władze komunistyczne organizowały tu uroczystości państwowe, prezentując potęgę militarną państwa.

Duże zainteresowanie zwiedzających budziło mauzoleum Lenina, gdzie spoczywa zabalsamowane ciało wodza rewolucji październikowej. By wejść do mauzoleum, trzeba było odstać przynajmniej 2 godziny w kolejce. Tak było wtedy . Nie wiem, jak jest teraz. Muszę przyznać, że robiło to wrażenie, a stwierdzenie Lenin wiecznie żywy nadal jest aktualne. Moją uwagę w mauzoleum zwróciły liczne małżeństwa, które składały kwiaty.

W sąsiedztwie znajduje się Sobór Wasyla Błogosławionego, Kreml i Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej. Trochę dalej zaś znajduje się Lobnoje Miesto dawne miejsce publicznych ogłoszeń czeskich dekretów i egzekucji. Obecnie odbywają się tu zwyczajowo uroczystości państwowe.

W 1893 roku zbudowano GUM – Gławnyj Uniwersalnyj Magazyn. W tym pięknym i okazałym sklepie jak na tamte czasy kupiłam pamiątki. Moim marzeniem było przywieść samowar, ale niestety nie udało mi się go kupić. Musiałam zadowolić się jego miniaturą.

Po długim spacerze po Placu Czerwonym pojechałam na Kreml na spotkanie z młodzieżą. Miałam dużo szczęścia, że udało mi się wejść i obejrzeć bogactwo tej ówczesnej siedziby władz komunistycznych, czyli Sekretarza Komunistycznej Partii ZSRR. Obecnie pracuje tu prezydent Rosji.

Mój podziw wzbudziły bogato zdobione sale, piękne, kryształowe żyrandole, liczne obrazy wybitnych malarzy oraz złote ornamenty znajdujące się na meblach i drzwiach. Wyglądało to bardzo bogato i elegancko skromnie rzecz ujmując. Dynastie carskie lubiły się otaczać bogactwem i pięknem, więc w spadku pozostawiły wartościowe dziedzictwo kultury, z którego korzystają potomni.

Ach jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Młodzież zapewne się zdziwi, ale w tych wydawało się o przyzwoitym standardzie hotelach, nie było papieru toaletowego w łazienkach. A pupcię trzeba było podcierać pociętymi na kawałki gazetami. Budziło to zdziwienie, bo w polskich hotelach i mieszkaniach tak nie było. Mimo to Moskwa mnie zachwyciła swoim ogromem i listą miejsc, które warto odwiedzić. Bardzo jestem ciekawa, jak miasto zmieniło się na przestrzeni prawie 40 lat. Może ktoś z Was mi powie?

Następnego dnia mieliśmy lecieć samolotem do Murmańska. Niestety Rosjanie w ostatniej chwili zmienili nam transfer, tłumacząc to zmianą godzin lotów. Nie miałam wyboru i zgodziłam się na propozycję strony rosyjskiej. Zamiast samolotem mieliśmy dotrzeć do Murmańska pociągiem. Czekała nas długa podróż, bo do pokonania mieliśmy 2000 kilometrów. O ile dobrze pamiętam, jechaliśmy 3 albo 4 dni. Pociąg był długi a wagon piętrowy. Na zmianę siedzieliśmy albo leżeliśmy. Czas bardzo nam się dłużył. Za oknem był ciągle ten sam jednolity krajobraz. Dla umilenia czasu można było poprosić panią konduktor o szklankę herbaty. Od czasu do czasu częstowano też lampką szampana, który był stosunkowo tani. A potem błogo zapadało się w sen.

Jedyną rozrywką dla nas było spożywanie posiłków, na które udawaliśmy się do wagonu restauracyjnego. W praktyce oznaczało to przejście kilku wagonów, co nie było zbyt miłym doznaniem. Mijaliśmy przedziały z różnymi pasażerami. Panował tam straszny zaduch, że nie powiem smród. Wymieszały się tam wszystkie zapachy. Okna były zamknięte i nie można było ich otwierać. Brakowało nam świeżego dopływu powietrza, co nie wpływało dobrze na nasze samopoczucie.

Dobrze, że chociaż jedzenie było smaczne, a obsługa miła. Najbardziej męczyła nas ta monotonia. Ile można ciągle siedzieć lub leżeć i tak non stop przez kilka dni. Czuliśmy się coraz bardziej zmęczeni. Jedynie jedzenie i szampan był dla nas szansą na wytrwanie do końca podróży.

Do Murmańska w końcu dotarliśmy po południu. Zaskoczeniem dla mnie było to, że leżał jeszcze śnieg, a była to druga polowa czerwca. Nie było w tym jednak nic dziwnego, bo byliśmy tuż za kołem podbiegunowym. Murmańsk to miasto położone w Rosji nad Zatoką Kolską w pobliżu granicy z Norwegią i Finlandią. Jest to duży port, który nie zamarza przez cały rok. Za wzgórzami miasta widoczne było Morze Barentsa i sztuczne jezioro. Klimat jest chłodny i surowy. Jest to największe miasto świata położone za kołem podbiegunowym.

Murmańsk był też bazą okrętów atomowych państwa rosyjskiego. Jest również portem otwartym żeglugi międzynarodowej. Jest to miejsce trudno dostępne i nie tak łatwo tam się dostać. Trzeba mieć specjalne zezwolenie. Myślę, że w dzisiejszych realiach politycznych nie miałabym szans pojechać pod koło podbiegunowe.

Murmańsk wydawał mi się miastem raczej chłodnym i nie zbyt ładnym. Jedyną atrakcją godną zwiedzenia było muzeum przyrodnicze. Uzyskaliśmy ciekawe informacje o tajdze i obejrzeliśmy film. Widzieliśmy piękne białe niedźwiedzie. To było jedno z moich piękniejszych wspomnień. Dodatkowo w Murmańsku panowały białe noce. Trudno było odróżnić dzień od nocy. Jedynie spojrzenie na zegarek przypominało nam, że pora wstawać lub iść spać.

Według programu wycieczki mieliśmy mieć w naszym hotelu dyskotekę połączoną z uroczystą kolacją. Takiej rozrywki nam było potrzeba po podróży, którą przebyliśmy. Muszę przyznać, że wszyscy świetnie się bawili. Ja również. A wiadomo, że po takiej zabawie śpi się jak niemowlę.

Niestety rano po przebudzeniu zastała nas przykra sytuacja. Okazało się, że uczestnicy mojej grupy zostali w nocy okradzeni. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, zwłaszcza że wydarzyło się to na ternie hotelu. Moi kochani wycieczkowicze po dyskotece udali się do swoich pokoi na zasłużony odpoczynek. Pozdejmowali swoje złote łańcuszki, zegarki, pierścionki itp. i położyli na nocnych stolikach. Niestety zapomnieli zamknąć drzwi, co wykorzystali złodzieje. Była to bezmyślność i naiwność z ich strony.

Zrobiło nam się wszystkim przykro i smutno, że to nas spotkało. Musiałam to natychmiast zgłosić władzom hotelowym i poprosić o wezwanie policji, by wyjaśnić całą sytuację. Policja przeprowadziła przesłuchanie, jak to zwykle rutynowo się robi. Nic to jednak nie dało, a poszkodowani skradzionych rzeczy nigdy nie odzyskali, Policja nie znalazła winnego. Ja w tym czasie patrzyłam na zegarek, bo tego dnia mieliśmy wracać samolotem do Moskwy. Z hotelu do lotniska było daleko, a nie mogliśmy się spóźnić na samolot. Dopiero miałabym kłopoty. Kto by pokrył koszty? Możecie się domyślać, jaki przeżywałam wówczas stres.

Na szczęście dotarliśmy na lotnisko na czas. Było nam wszystkim bardzo smutno z powodu tego przykrego wydarzenia, ale najważniejsze, że byliśmy cali i zdrowi. Przedmioty materialne są ważne, ale cenniejsze są wspomnienia. Te przykre wydarzenie nie zniechęciło mnie i innych turystów do podróżowania. Natomiast ostrożność należy zachować zawsze bez względu na to, gdzie i z kim podróżujemy. Zgadzacie się ze mną?


Jak podobała Wam się moja wycieczka do Moskwy i podróż koleją do Murmańska? Wybralibyście się na podobną wycieczkę? A może ktoś z mojego pokolenia ma podobne wspomnienia? Zachęcam do pisania komentarzy. Chętnie też zdradzę jeszcze parę innych ciekawostek związanych z tą podróżą. Dajcie znać w komentarzach, co Was interesuje.

Ewa

Ewa

Matka zakręconej córki, absolwentka politologii i słuchaczka filologii rosyjskiej, tytan pracy, kobieta o wielkim sercu i po przejściach, ulubiona nauczycielka historii od 30 lat, politolog, podróżniczka od 19 roku życia, która przejechała świat od Berlina aż pod koło podbiegunowe. Podróżowanie za żelazną kurtyną to była dla niej nie tylko przygoda, ale tez sposób na utrzymanie się i zdobycie pieniędzy na studia.
Ewa