MEKSYK: DLACZEGO NIE JEŹDZIJ TAXI W ACAPULCO?

Po pierwsze, dlatego, że są super drogie, a po drugie istnieje obawa, że mogą się rozlecieć po drodze. Mieszkańcy Acapulco są mistrzami recyclingu, o czym będę wspominać jeszcze nie raz. W tzw. standardzie jeżdżą u nich samochody marki Volkswagen Garbus, które podobno wieki temu przypłynęły do Acapulco wielkim statkiem. Nie wiem w jakim stopniu to prawda, ale faktem jest, że garbusy można spotkać na każdej ulicy. A może chcielibyście poczytać o autobusach? Jeśli tak to zapraszam tutaj.


Acapulco i mój pierwszy raz w garbusie


Swoją pierwszą przejażdżkę garbusem zaliczyłam zaraz po przyjeździe. Po 5 godzinach podróży z Mexico City marzyłam, by jak najszybciej znaleźć się na plaży. Zgubiłam po drodze mapę, więc nie bardzo orientowałam się, gdzie znajduje się nasz apartament. Na horyzoncie nie było widać żadnego przystanku autobusowego. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to pojęcie względne i autobus się zatrzymuje wszędzie, jeśli tylko zamachasz. Nie chcąc tracić więcej czasu, zaczęłam podpytywać taksówkarzy o cenę. Niektóre były kosmiczne, ale się nie poddawałyśmy. Ustaliłyśmy z moją towarzyszką podróży Marzeną, że maksymalnie możemy wydać 60 pesos (ok. 13 zł). Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś, kto się na tę kwotę zgodzi. Po 15 minutach rozglądania się i szukania zagadał nas jeden taksówkarz.

– Hej dziewczyny za 100 może być?
– Nie mamy tyle.
– To może 80?
– Nie mamy tyle. Możemy wydać tylko 60.
– No dobra, to za 70 Waz zawiozę. To bardzo daleko.

Nasza taksówka garbus i jej dumny właściciel w okolicach dworca autobusowego
Nasza taksówka garbus i jej dumny właściciel w okolicach dworca autobusowego

Po dłuższym pobycie w Meksyku wiem, że jak jakiś taksówkarz tak mówi, to nie jest to prawdą. Odwróciłam głowę w drugą stronę i zaczęłam się rozglądać za inną taksówką. Nagle poczułam szarpnięcie.
– No dobra. Niech będzie 60, ale tylko, dlatego, że ładne dziewczyny jesteście.
– Zgoda.


Taksówka w Acapulco to nie jest szczyt luksusu


Ku mojemu zaskoczeniu garbus miał nie tylko potłuczoną szybę, ale i brak foteli z tyłu. Tablica rozdzielcza wisiała na ostatnim kablu, a po bokach były liczne wgniecenia. O pasach też raczej zapomniano. Pomyślałam sobie, że facet żartuję. Przecież ta kupa złomu nie może jeździć. Zaczęłam się wahać, gdy Pan otworzył mi drzwi jak dżentelmen i zaprosił do środka. Nie mogłam uwierzyć, że to robię.

Na zewnątrz jak i wewnątrz samochód nie zachęcał do przejażdżki : potłuczona szyba, kable na wierzchu i brak foteli
Na zewnątrz jak i wewnątrz samochód nie zachęcał do przejażdżki : potłuczona szyba, kable na wierzchu i brak foteli

Samochód nie tylko ruszył, ale też nieźle przyśpieszył. Niestety nie wiem, z jaką prędkością jechaliśmy, bo prędkościomierz też nie działał. Jakimś cudem dojechaliśmy.

Tego dnia myślałam, że po prostu miałyśmy pecha. Później się dowiedziałam, że poza garbusami jeżdżą jeszcze białe taksówki. Są one droższe i czasami mają taksometr. To właśnie one najczęściej naciągają turystów. Niestety też są często zdezelowane.

13. taxi


Czy jest jakaś alternatywa dla taksówek?


Większość mieszkańców jeździ autobusami, o których możecie przeczytać tutaj albo tzw. coche compartido lub colectivo. W praktyce jest to coś podobnego do jazdy autostopem. Osoba prywatna po drodze zabiera różne osoby i dzieli z nimi koszty podróży. Żeby załapać się na taki transport, trzeba stanąć przy ulicy i pokazać na palcach ile osób chce jechać. Jeśli ktoś będzie miał odpowiednią ilość miejsc, to się zatrzyma i zapyta, gdzie chcemy jechać. Sami kierowcy na światłach też krzyczą, dokąd jadą i ile mają miejsc. Oprócz tego zaczepiają przechodniów za pomocą klaksonu lub gwizdania. Na dłuższą metę jest to dosyć wkurzające, ale na początku nawet śmieszne. Nigdy nie wiesz, na jakiego kierowcę i towarzystwo trafisz. Raz zdarzyło mi się jechać z drugiego końca miasta ze starszą panią, jakąś dziewczyną i transwestytą z piórami na głowie. Kierowca jechał tak szybko, że musiałam założyć okulary słoneczne, mimo że był już wieczór. W samochodzie nie było okien i bolały mnie od wiatru oczy.

13. w colectivo

Taka forma podróżowania ratowała nas zwykle przy dalekich trasach, jak nie było bezpośrednich połączeń autobusowych. Limit pasażerów jest zwykle indywidualną sprawą kierowcy. Niektórzy wychodzą z założenia, że pojedzie tyle, ile się zmieści. Jak, to już nie jest ważne. Któregoś dnia samochód zatrzymała nam starsza Pani, która nie widziała problemu w tym, że w małym seacie siedzą już z tyłu 3 osoby. Kierowcy też nie przeszkadzało, że z przodu usiądą 2 dziewczyny. Po drodze tylko przepraszał, jak zmieniał biegi.


A co Wy myślicie o takiej formie podróżowania? Podobno na Kubie to też bardzo popularny środek transportu. Chętnie poznam Wasze opinie. A jeśli chcecie przeczytać o autobusach w Acapulco to zapraszam tutaj

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu