DLACZEGO W MAROKO TRZEBA UWAŻAĆ NA PRYSZNICE?

W grudniu 2007 roku z 4 osobami wybrałam się na tydzień do Maroko. Pojechaliśmy własnym samochodem z Hiszpanii. W drodze powrotnej zwiedzaliśmy jeszcze Gibraltar. Dowiedzcie się, czego możecie się spodziewać na miejscu i dlaczego warto jechać do Maroko właśnie samochodem.

To był nasz pierwszy dzień w Maroko tuż po przekroczeniu granicy. Za nami były 2 dni podróżowania po południu Hiszpanii, więc każdy marzył tylko o jednym – wzięciu kąpieli. Nigdy bym nie pomyślała, że jego znalezienie w Maroko może być takie trudne.

6. ulica Tangieru


Urodziny króla i przystanek Tanger


Od początku wyjazdu do Maroko nie zakładaliśmy, w jakich miejscach będziemy nocować. Miało to wychodzić naturalnie w myśl zasady, że jednego dnia jest na bogato, czyli śpimy w hostelu lub hotelu, stołujemy się w restauracji itd. a drugiego na włóczykija, czyli nocleg pod chmurką w namiocie lub samochodzie, jedzenie z hipermarketu i prysznic na campingu. Byliśmy już po 2 dniach jazdy, braku kąpieli i przeprawie przez granicę lądową pełną przygód. Mimo to byliśmy skłonni ruszać dalej, bo Tanger nie zachęcał do postoju, ale wobec urodzin króla, o czym napiszę później, postanowiliśmy przenocować w jakimś hotelu i wybrać się na te urodziny. Byliśmy zmęczeni, więc nie chciało nam się jeździć po mieście w jego poszukiwaniu. Nikt z nas nie miał też w tym okresie smartfona, więc postanowiliśmy zatrzymać się w pierwszym lepszym hotelu w centrum do 10 EUR za osobę, który będzie wyglądać w miarę czysto i będzie mieć prysznic.

6. marokańscy przewodnicy na kawie


Najlepszy zawód w Maroko – przewodnik 


Na szczęście nie musieliśmy dużo krążyć, bo na rondzie zatrzymał nas jakiś pan, który chciał być naszym przewodnikiem do hotelu. Tego dnia jeszcze nie wiedzieliśmy, że tzw. przewodnik to słowo klucz w Maroko i profesja, którą trudni się praktycznie każdy zaczynając od 10 latka po 60 latka. To normalne, że na ulicy będą Was zaczepiać różni ludzie, którzy będą chcieli być Waszym przewodnikami. Oczywiście nie robią tego za darmo. Takich przewodników jest często później trudno zgubić, bo odmowa raczej nie jest mile widziana. Nie zdziwcie się, jak ktoś Was zwymyśla. Taki biznes. Tak czy inaczej, my jeszcze tego nie wiedzieliśmy, więc zgodziliśmy się podążyć za naszym przewodnikiem, który doprowadził nas do jakiegoś hotelu. Na wstępie przywitał nas pracownik recepcji, dyskretnie wręczając monetę do ręki przewodnika. Ten zaś szybko zniknął. Nie zależało nam na przesadnym komforcie, więc obietnica ciepłego prysznica przekonała nas do zostania.

6. hotel


W poszukiwaniu prysznica


Zrobiliśmy losowanie i mnie przypadł zaszczyt kąpania się, jako pierwszej. Hurra! Zawinęłam się szybko w ręcznik i pobiegłam ochoczo na górę do łazienki. Nie spodziewałam się luksusów, ale prysznic wyglądał trochę dziwnie w towarzystwie kibelka i wiadra. Odkręcam wodę. No nie! Nie dość, że woda ledwo leci (pewnie słabe ciśnienie), to jeszcze jest zimna. No, co za drań i oszust – pomyślałam w pierwszej chwili. Postanowiłam uzbroić się w cierpliwość. Rury i cała instalacja pamiętały jeszcze czasy starożytne, wiec może wystarczy poczekać, aż woda się nagrzeje i spłynie. Stałam tak chyba z 10 minut i nic. Puściły mi nerwy i nie zważając na to, że jestem w samym ręczniku w muzułmańskim kraju, zbiegłam schodami do recepcji.

6. w poszukiwaniu lazienki

– You said you have hot water, eh? It’s cold and you are layer.
– No Madame it’s hot.
– No it’s not. I have been already in shower upstairs and it’s cold.
– Upstairs? Are you sure you were in bathroom?

No nie koleś chyba sobie ze mnie żartuje, pytając, czy wiem, jak wygląda łazienka. Poszliśmy na górę. Pokazuję mu prysznic, a on wybucha nagle śmiechem.

– But Madame this is not a shower. Shower is on opposite side of building.
– Not a shower? So what?

6. prysznic

Recepcjonista nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko, a następnie wskazał palcem na kibelek. W tym momencie mnie oświeciło. Byłam w toalecie. Później dowiedziałam się, że z reguły nie używa się w Maroko papieru, tylko swojej ręki. Wiaderko i kran jest do jej umycia. Dlatego też muzułmanom nie można podawać lewej ręki, bo to obraza. Ta ręka służy tylko do jednego celu. Sami domyślcie się, jakiego. Tak, więc nie zdziwcie się, że  w Maroko poza toaletą, a częściej raczej otworem w ziemi jest kranik z wiaderkiem. Ten hotelowy kran miał po prostu długi wąż i był zawieszony wysoko na ścianie, co mogło zmylić. Tak, więc uważajcie na prysznice w Maroko, bo pozory mogą mylić. Całe szczęście, że pod właściwym prysznicem była już ciepła woda.


A czy Wam się zdarzyły kiedyś podobne wpadki? Chętnie je poznam z komentarzy.

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu