CO ZOBACZYĆ W WEEKEND W CARDIFF I OKOLICACH

Kiedy przeprowadziłam się do Londynu, często słyszałam, że powinnam któregoś dnia wybrać się do Walii. W pewien lutowy weekend razem ze znajomymi z Oxfordu postanowiliśmy zrobić w 8 osób city break do Cardiff, czyli stolicy Walii. To był jeden z moich lepszych weekendów w Anglii. Cardiff to idealne miejsce na połączenie relaksu z nocnym imprezowaniem oraz zwiedzaniem. Dowiedzcie się z tekstu jak miło spędzić czas w mieście Cardiff oraz co zwiedzić w jego okolicach.

Cardiff, czyli stolica i największe miasto Walii znajduje się trzy godziny drogi od Londynu i dwie godziny samochodem z Oxfordu. Powstało jako osiedle rzymskie z I-II wieku, później rozbudowane przez Normanów. Swój aktualny nowoczesny i industrialny wygląd zawdzięcza licznym inwestycjom mającym miejsce pod koniec XX wieku, gdy nastąpiło zamknięcie większości lokalnych kopalni węgla kamiennego.

Do Cardiff dotarliśmy w sobotę koło godziny 13 i bezpośrednio udaliśmy się do naszego hostelu YHA Cardiff Central (East Tyndall Street), by zostawić rzeczy. Muszę przyznać, że hostel nas miło zaskoczył. Nie dość, że miał dobrą lokalizację (około 15 minut spacerem do centrum), to jeszcze jego standard zdecydowanie był bardziej zbliżony do hotelu i to tylko za 37 funtów.

Było pięknie i słonecznie. Zapowiadał się piękny dzień. Po dłuższym zastanowieniu postanowiliśmy, zamiast do centrum udać się w kierunku zatoki Cardiff Bay. Cardiff jest położone nad rzeką Taff, u jej ujścia do Kanału Bristolskiego. Byliśmy głodni, a lunch nad morzem zawsze jest dobrym pomysłem.

Zostawiliśmy samochody i ruszyliśmy spacerowym krokiem w kierunku Cardiff Bay. Po drodze mija się różne industrialne budynki i osiedla aż dochodzi się do centrum sztuki Wales Milenium Centre, gdzie odbywają się rozmaite imprezy i koncerty.

Wokół zatoki zlokalizowane są także takie budynki jak St. David’s Hotel, budynek z czerwonej cegły Pierhead Building (teraz muzeum poświęcone parlamentaryzmowi walijskiemu, kiedyś obradowali tu posłowie Zgromadzenia Walnego), the Senedd (siedziba walijskiego parlamentu) oraz słynne Mermaid Quay z licznymi restauracjami i lokalami gastronomicznymi serwującymi kuchnię regionalną.

Trochę dalej znajduje się studio BBC, biały norweski kościół (the Norwegian chuch) oraz pawilon wystawienniczy Doctor Who Experience, czyli wystawa poświęcona brytyjskiemu serialowi science finction Doctor Who. Serial był produkowany przez BBC od 1963 roku i na stałe wpisał się w poczet kultury brytyjskiej. Serial opowiada o przygodach Władcy Czasu (tytułowy Doktor) podróżującego przez czas i przestrzeń humanoidalnego obcego, w swojej TARDIS – żyjącym statku kosmicznym, który wygląda jak niebieska budka policyjna. Doktor mierzy się z wrogami, ratuje cywilizacje, pomaga ludziom i naprawia błędy. Budka stała się swoistym symbolem serialu i ulubionym obiektem fotografowania w Cardiff (unosi się nad wodą).

Naszą uwagę przyciąga zlokalizowana na tarasie włoska restauracja Signor Valentino. Po wejściu nie zrobiła ona na nas najlepszego wrażenia ze względu na mało sympatycznego kelnera, ale serwowane w niej jedzenie to zrekompensowało. Mogę to miejsc polecić z czystym sumieniem. Jedzenie jest bardzo smaczne, porcje dosyć spore jak na Anglię i w przyzwoitej cenie. Za lunch składający się z przystawki, dania głównego oraz napoju zapłaciliśmy po 16 funtów na osobę. Najbardziej opłaca się skorzystać z tzw. menu lunchowego, w którym znajdują się m.in. lasagna za 9 funtów, spaghetti coze za 8 funtów itd. Można też wybrać się na jedzenie do centrum np. do restauracji Clink w więzieniu.

Jeszcze tylko kawa w Costa i ruszamy w kierunku centrum, przechodząc przez malownicze uliczki pełne małych sklepików i kawiarni. Wcześniej jednak moją uwagę przyciągnęła pełna plakatów i zdjęć ściana na moście pod schodkami. Okazało się, że jest to memoriał poświęcony Ianto Jonesowi, fikcyjnemu bohaterowi serialu Torchwood (pinn-off serialu „Doktor Who”). Muszę przyznać, że mocno zszokowało mnie to miejsce. Znajdujące się na ścianie liczne zdjęcia listy i laurki były pełne tak wielu emocji związanych ze śmiercią bohatera, że można było odnieść wrażenie, że Ianto był prawdziwym wyzwolicielem ludzkości i autorytetem, a nie tylko fikcyjną postacią.

Po 30 minutach spaceru dotarliśmy pod nowoczesną bibliotekę Central Library, gdzie wjeżdżamy na ostatnie piętro, by zobaczyć panoramę miasta. Niestety dach nie jest już dostępny publicznie, więc dzięki uprzejmości pracownika biblioteki udaje nam się obejrzeć miasto chociaż przez szybę. Widać m.in. dobrze nowoczesny stadion Millennium, który jest drugim co do wielkości stadionem na świecie z zamykanym dachem oraz trzecim wybudowanym w Europie, który posiadał tego typu zadaszenie.

Po wyjściu z biblioteki idziemy główną ulicą, od której odchodzą arkady w kierunku zamku. Znajduje się tu wiele przytulnych kawiarni, restauracji i sklepów. Po drodze mijamy na lewo hale targowe Cardiff Central Market a na prawo kościół Św. Jana. Warto wejść do środka, by zobaczyć charakterystyczną zabudowę.

Na koniec został nam zamek, który ostatecznie obejrzeliśmy tylko z zewnątrz. Zamek został wybudowany na gruzach rzymskiego fortu. W nim zamieszkiwał zasłużony dla miasta markiz Bute. Jednym z centralnych punktów zamku jest XII-wieczna baszta normańska, z której rozciąga się wspaniały widok na miasto. W skład zamku wchodzą liczne wieże: Clock Tower, Tank TowerGuest Tower, Herbert Tower oraz Beauchamp Tower. Jeśli będziecie mieć więcej czasu, to koniecznie wejdźcie do środka. Wnętrza zamku są pełne pięknych dekoracji i przepychu.

Polecam również spacer po Arkadach, w których mieszczą się ciekawe butiki, przytulne kawiarenki i restauracje.

Zaczyna się robić ciemno. Najwyższa pora zrobić sobie krótką przerwę na drinka. Za rekomendacją znajomego z Cardiff trafiamy po 30 minutach błądzenia do baru The Dead Canary (60 Charles Street). Znajduje się on w bardzo dziwnym miejscu w budynku, który nie zachęca do wejścia. Na zewnątrz jest tylko tabliczka z napisem fire exit. To miejsce z kategorii tzw. sekretnych barów, o których wiedzą tylko lokalni mieszkańcy. Żeby wejść, trzeba nacisnąć dzwonek na drzwiach. Po wejściu przeżyjemy miłe zaskoczenie wnętrzem oraz ofertą drinków (średnio 8,50 funta).

Na kolację zaś polecam Wam tajską restaurację Thai House (3-5 Guildford Crescent), gdzie m.in. zjecie kaczkę lub pad thai. Za starter, Danię główne i wino zapłaciliśmy 24 funty za osobę.

Następnego dnia poranek zaczęliśmy od brunchu w Côte Brasserie (10-11 Mill Lane), gdzie możecie zjeść smaczny zestaw śniadaniowy Formule za 9,95 funta. Myślę, że miejsce godne polecenia. Naszym kolejnym punktem odwiedzin były wodospady.

Na początek pojechaliśmy do kompleksu wodospadów Henrhyd Falls & the Nant Lllech Waterfalls. To był naprawdę świetny pomysł, bo spacer wśród zieleni a później prysznic pod wodospadem to najlepszy relaks. Henrhyd (90 ft wysokości) jest największym wodospadem w południowej Walii. Po drodze miniemy kilka mniejszych równie urokliwych. Zaczepiona pod jednym z nich Pani poleciła nam wybranie się do kolejnego kompleksu, gdzie podobno jest jeszcze więcej wodospadów.

W ten sposób trafiliśmy do Parku Narodowego Brecon Beacons. Znajduje się tam największe skupisko wodospadów i kaskad w Walii. Prowadzą do nich różne trasy piesze, ale nam niestety nie pozwalał na to czas. Ograniczyliśmy się do zobaczenia wodospadu znajdującego się blisko parkingu.

Postanowiliśmy pojechać do przepięknie położonego nad jeziorem normańskiego zamku Caerphily Castle. Znajduje się on w miejscowości Caerphilly w południowej Walii i muszę przyznać, że naprawdę nas zachwycił zwłaszcza o zachodzie słońca. Jest największym zamkiem w Walii i drugim co do wielkości po Zamku Windsorskim w Wielkiej Brytanii.

To był naprawdę świetny weekend. Czas zjeść kolację i wracać do domu. Najbardziej polecanym w okolicy miejscem jest restauracja Red Kite (Beddau Rd Carphilly), w której w swojskiej atmosferze można zjeść za 11 funtów hamburgera z frytkami lub sałatką. Po pełnej wrażeń wycieczce to idealne miejsce kaloryczną kolację.


Jak Wam się podobał nasz weekend w Cardiff? Czy przekonałam Was do odwiedzenia Walii i nauki języka walijskiego? Dajcie znać nam w komentarzach. Chętnie też podpowiem jak wybrać się do Cardiff transportem miejskim.

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu