BERLIN ALTERNATYWNIE NA WEEKEND

Są miasta, w których już byłam kilka razy, ale nadal lubię do nich wracać i odkrywać je na nowo. Takim miastem jest dla mnie m.in. Berlin, który za każdym razem czymś mnie zaskakuje. Tym razem postanowiłam trochę oddalić się od dobrze mi znanego centrum Mitte i spojrzeć na Berlin z perspektywy jego mieszkańców. Dzięki Warszawskiej Grupie Wyjazdowej i koleżance Ewie było to możliwe w jeden jesienny weekend. Zapraszam Was na alternatywne zwiedzanie Berlina i Festiwal Świateł (Festival of Lights).

Plan był dosyć prosty – wyjeżdżamy w piątek wieczorem. Dojeżdżamy do Berlina w sobotę rano. Potem zwiedzamy i wieczorem ruszamy z powrotem tak by rano być  już w Warszawie czyli typowy citybreak. Zapowiadał się więc intensywny weekend, dwie doby bez prawdziwego snu i deszcz. Wróciłam padnięta, ale szczęśliwa i każdemu polecam czasem takie spontaniczne wycieczki.

Rzadko zdarza mi się jednego roku być dwa razy w tym samym mieście. Berlin jest wyjątkiem. W sierpniu byłam w nim razem z rodzicami, którzy chcieli go zobaczyć w perspektywy 40 lat. Dla nich  szczególnie ciekawy był tzw. Berlin Zachodni – niegdyś zakazany owoc. Co nie znaczy, że Berlin Wschodni nie ma nic do zaoferowania. Wręcz przeciwnie. Jest on przesiąknięty historią i ma swój specyficzny charakter.

W czasie wycieczki z rodzicami poznaliśmy w pociągu starszą panią, która pochodziła z Berlina Zachodniego. Jej opowieści zainspirowały mnie by poznać Berlin bardziej i głębiej. Dostałam nawet wówczas od niej listę miejsc do odwiedzenia. Tamtego dnia niestety ze względu na ograniczenia czasowe nam się nie udało. Kiedy więc pojawiła się okazja, grzechem byłoby z niej nie skorzystać.

Do Berlina dojechaliśmy koło godziny 8:30. Nasz dzień w Berlinie zaczął się od skrzyżowania ulic Bernauer Straße i Acker Straße w okolicach dworca Nordbahnhof. To właśnie tu mieści się długie na 1,4 km Miejsce Pamięci Muru Berlińskiego (Gedenkstätte Berliner Mauer) i tu przebiegała granica między Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Moim zdaniem miejsce wyjątkowe nie tylko dla samych Berlińczyków czy Niemców, ale każdego kto pamięta czasy zimnej wojny oraz podziału na NRD i RFN.

Fragmenty muru berlińskiego znajdują się w kilku miejscach Berlina, m.in. przy Placu Poczdamskim (Potsdamer Platz)czy na terenie Muzeum Terroru (Topographie des Terrors)– dawnej siedziby Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy. Ten jednak kawałek muru jest szczególny. Przede wszystkim dlatego, że mamy tutaj dwa mury. Przyznaję, że wcześniej nie wiedziałam, że pas graniczny składał się z dwóch ścian– wschodniej i zachodniej. Pomiędzy nimi mieściła się tzw. strefa śmierci  z wieżami wartowniczymi. Jak można się było się domyślać było to miejsce, gdzie byli rozstrzeliwani śmiałkowie, którym udało się pokonać tzw. mur po stronie Wschodniej Berlina.

Wiadomo jednak, że ludzie się nie poddawali i było wiele prób przedostania się przez mur o czym przypominają wmurowane w sąsiadujące chodniki tablice pamiątkowe. Stworzona w tamtych czasach propaganda głosiła, że w trakcie jednej z takich ucieczek został postrzelony śmiertelnie żołnierz NRD, któremu poświęcona jest tablica na jednym z budynków. Niektórzy też próbowali przedostać się pod nim pod ziemią budując tunele. Często zdarzało się , że sąsiedzi drążyli je w tym samym czasie przy zachowaniu pełnej konspiracji. Na trawie znajdują kamienne płyty wskazujące miejsce jednego z wykopanych przez mieszkańców tunelu.

Możemy tu poza tym zaobserwować typową zabudowę Berlina Wschodniego w latach 80-tych XX wieku. W czasie podziału miasta wszystkie budynki miały zamurowane pierwsze piętro by utrudnić przedostanie się na drugą stronę muru.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Centrum dokumentacji i wystawy, które ukazuje historię budowy muru w 1961 roku i sytuację panującą w podzielonym mieście. Z wieży rozciąga się widok na zachowaną część obiektów granicznych i pomnik ku pamięci podziału miasta i ofiar komunistycznego terroru. Myślę, że warto je odwiedzić.  Nam niestety się nie udało ze względu na zbyt wczesną porę.

Innym ciekawym obiektem przypominającym absurdalny podział w historii Berlina i ówczesną politykę jest otwarta w 2000 roku tzw. Kaplica Pojednania (Kapelle der Versöhnung). Kaplicę zbudowano na zgliszczach wysadzonego w 1985 roku kościoła Pojednania. Powodem oczywiście było jego bezpośrednie sąsiedztwo ze „strefą śmierci”. Podobny los spotkał stacje po stronie NRD. Niektóre linie metra i szybkiej kolei miejskiej RFN przecinały tereny NRD. Oczywiście pociągi nie mogły się zatrzymywać na stacjach NRD więc w konsekwencji zostały zamurowane i opustoszały. W ten sposób pociągi mijały po drodze tzw. stacje widmo.

Naszym kolejnym celem była położona na północy lasu Grunewald tzw. Diabelska Góra czyli Teufelsberg (wstęp 7 €). W zasadzie ciężko określić jednoznacznie czym jest to miejsce. W przeszłości znajdowała się tu wieża nasłuchowa Stasi (naczelny organ bezpieczeństwa Niemieckiej Republiki Demokratycznej) w celu podsłuchiwania Berlina Zachodniego. Stasi był to ówczesny odpowiednik amerykańskiej wewnętrznej agencji wywiadowczej NSA (National Security Agency), w której do niedawna pracował m.in. Edward Snowden.

Obecnie jest to najwyższe sztuczne wniesienie (80m) w Berlinie, które powstało na ruinach budynków z okresu II wojny światowej. Poza licznymi muralami znajduje się tu cała masa śmieci i dziwnych instalacji artystycznych. Istnieje też możliwość wejścia schodami na wieżę skąd rozpościera się piękna panorama miasta. Wieczorami zaś jest to modne miejsce schadzek Berlińczyków  i nocnych imprez.

Po drodze przejeżdżamy m.in. przez dzielnicę Wittenau z charakterystycznymi starymi kamienicami oraz bramą z czerwonej cegły pozostałą po dawnej fabryce AEG Mijamy też dzielnicę Gesundbrunnen, która swoją nazwę zawdzięcza znajdującym się tu niegdyś źródłom leczniczym.

Dalej podążamy w kierunku dzielnicy Kreuzberg, stanowiącej niegdyś getto Berlina Zachodniego. Aktualnie zamieszkiwana jest głównie przez młodych ludzi. Znajduje się tu kanał Landwehrkanal, który przepływa przez dzielnice CharlottenburgTiergarten i łączy górną oraz dolną część rzeki Sprewa.

W południowo-zachodniej części Kreuzbergu leży stanowiący popularne miejsce piknikowania i spacerów park Tempelhofer Freiheit, który powstał z przerobienia zamkniętego w 2008 roku starego lotniska Tempelhof.

Na skrzyżowaniu ulic Nostit Straße i Bergmann Straße zaś znajduje się hala targowa Marheineke Matzbach, a przy niej pchli targ. Nie wiem jak Wy, ale ja takie miejsca uwielbiam i praktycznie nigdy nie wychodzę z nich z pustymi rękoma. Nie mogło więc być tym razem inaczej. Moją uwagę zwróciły prześliczne skórzane botki w kwiatki. Po chwili zastanowienia doszłam jednak do wniosku, że są trochę za duże. Kto by pomyślał, że kilka stoisk dalej kupię zamiast nich kalosze, które jednak jak kalosze nie wyglądają. Buty były z gumy, ale na obcasie i w kształcie botków. Zaczynało coraz bardziej lać więc zakup ten wydawał się idealny. Przechodziłam w nich ponad 10 godzin więc zakupy jak najbardziej się udały.

Przy hali znajduje się dosyć specyficzna fontanna w formie kilkunastu płyt z brązu. Później sprawdziłam, że jest to Fünf-Wasser-Tiegel autorstwa Paul Pfarr , która na tamte czasy stanowiła bardzo nowoczesną instalację. Specjalny system kanałów oraz konstrukcja połączona z wewnętrznym źródłem zapewniał stały i naturalny obieg wody na placu.

Prawdziwa jednak rozkosz z zakupów miała dopiero nadejść. Dotarliśmy w okolice ulicy Eichen Straße przy której mieści się tzw. Arena – Berlin– czyli ogromne hale targowe pełne staroci i antyków. Już samo wejście na teren kompleksu zaskakuje.

Budynki znajdujące się nad rzeką z mieszkalnymi łodziami na pierwszy rzut oka przypominają dzielnicę Kopenhagi – Christianię. Zresztą w powietrzu unosi się zapach marihuany, co dodatkowo wzmacnia ten efekt.  Mijając kolejne ulice i stojące przy nich industrialne budynki odnosi się wrażenie jakby się spacerowało po Warszawskiej Pradze.

Na końcu ulicy możemy zobaczyć oryginalną panoramę miasta, a na rzece instalację Człowiek molekularny.

Udajemy się w okolice mostu Oberbaumbrücke, który dawniej oddzielał Berlin Wschodni od Zachodniego.  W jego okolicy naprzeciwko budynku Merdes- Benz Arena znajduje się  najdłuższa na świecie galeria pod gołym niebem czyli East Side Gallery.

Jest to kawałek Muru Berlińskiego, który zachował się w dzielnicy Friedrichshain. Po upadku muru w 1989 roku dziesiątki artystów przeszło na wschodnią stronę i wykorzystało jego szary beton jako powierzchnie do malowania.  W ten sposób liczący 1316 kilometrów mur jest zbiorem murali międzynarodowych artystów i symbolem wolności.

Po zrobieniu krótkiego spaceru wzdłuż muru ruszamy dalej. Mijamy czerwony ratusz – siedzibę burmistrza Berlina. Po lewej stronie widać kamienice stanowiące tzw. starówkę berlińską oraz kościół Św. Mikołaja (Nikolaikirche). W oddali widać  też Alexander Platz z wieżą telewizyjną.

Jedziemy dalej w kierunku Placu Poczdamskiego. Mijamy Checkpoint Charlie. Później budynek Ministerstwa Finansów (kiedyś lotnictwa) zaprojektowany przez nadwornego architekta Hitlera. Dalej znajduje się budynek Bundesrat, a naprzeciwko najnowsze centrum handlowe Mall of Berlin. Po minięciu Placu Poczdamskiego wjeżdżamy do dzielnicy Moabit. Mijamy słynne więzienie i podążamy wzdłuż rzeki Szprewa. Niegdyś byli tu przetrzymywani więźniowie polityczni, również z Polski np. z czasów Powstania Wielkopolskiego.

Skręcamy w Turn Straße. W ten sposób dojeżdżamy do budynku Classic Remise czyli  miejsca, w którym można zobaczyć dziesiątki starych i nowych luksusowych samochodów, lodzi itp. Kiedyś była tu hala tramwajowa. To drugie takie miejsce w Niemczech poza Dusseldorf. Niektóre samochody są wycenione na 600 tysięcy euro i bynajmniej nie są to najdroższe modele. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ktoś tu się włamał.

Jestem naprawdę pod wrażeniem, że Berlińczycy udostępnili to miejsce turystom i w dodatku bezpłatnie. Myślę, że spacer po tym miejscu przypominającym muzeum sprawi, że serce zabije mocniej nie tylko fanom motoryzacji.

Niedaleko przy Arminiusstraßznajduje się Hala Arminiusza (Die Arminius Markthalle), gdzie udajemy się na obiad. Jest to jedna z ocalałych hal handlowych przerobiona na centrum kultury mieszczącej restauracje i sklepy w stylu industrialnym. Stołują się tu m.in. pracownicy MSW, ratusza czy prezydenckiego pałacu.

W cenie 14 €/osobę możemy zasiąść przy stole w restauracji Hofladen, na którym pojawią się wielkie talerze z mięsem, rybą, domowymi frytkami, pizza, sałatką, domowymi sosami plus jeden napój na głowę (do wyboru wino, piwo, fanta, sprite itd.). Jedzenie było nie tylko smaczne, ale w ilościach nie przejedzenia. Dodatkowo przypadło nam miejsce przy tzw. „matce wszystkich stołów” czyli najdłuższym stole w Berlinie – Die Mutter aller Tische.

Po drodze mijamy jeszcze słynny dworzec Zoo, kościół Wilhelma oraz najstarszą galerię handlową KaDeWe.  Na granicy Kreuzberg i Schonenberg na prawo i lewo znajdowały się domy uciech. Tu też padły słynne słowa prezydenta Kennedy: „Ich bin Berliner”. Tutaj też tworzyli liczni artyści m.in. David Bowie.

Kierujemy się w stronę Bramy Brandenburskiej (Brandenburger Tor), przy której znajduje się m.in. cmentarz żołnierzy rosyjskich oraz dwa czołgi, które rozjeżdżały strajkujących 17 czerwca. Wśród Berlińczyków nadal toczy się dyskusja o ich usunięciu.

Poza tym w Berlinie znajdują się również liczne miejsca związane z Polakami, m.in. w miejscu obecnego Reichstagu czyli parlamentu mieścił się Pałac Raczyńskich z galerią sztuki.  Inny zaś pałac należał do rodziny Radziwiłłów.

Zatrzymujemy się w okolicach hotelu Radisson Blu (Karl-Liebknecht-Strasse 3 ) naprzeciwko katedry w okolicach Alexander Platz, w którym znajduje się winda wewnątrz cylindrycznego akwarium Aqua Dom o wysokości 25 metrów. Ten gigantyczny zbiornik wody stanowi dom dla 1,5 tysiąca tropikalnych ryb (56 gatunków).

Przezroczyste akwarium znajduje się w lobby hotelu więc by zobaczyć akwarium z zewnątrz, do budynku można wejść bezpłatnie. Natomiast jeśli chcemy je zobaczyć od środka to musimy wykupić wcześniej bilet na windę. Bardziej opłaca się go kupić razem z biletem do znajdującego się w sąsiednim budynku  akwarium  Sea Life Centre, który do najciekawszych nie należy, ale różnica wynosi raptem 2 €. Kupując online zaoszczędzimy nawet 6 €.

Zbliża się wieczór i godzina 18, a to oznacza że ruszamy w kierunku ścisłego centrum by obejrzeć rozświetlony Berlin. O 19 zaczynają się instalacje świetlne w ramach festiwalu świateł Festival of Lights Berlin.

Dwa tygodnie wcześniej ma miejsce podobny festiwal Berlin leuchtet. Różnica dotyczy głównie obiektów, które są podświetlane. Myślę, że to bardzo fajna forma poznania Berlina. Różnego rodzaju mappingi sprawiają, że np. Brama Brandenburska czy Uniwersytet Humboldta są nie do poznania. Bardzo fajne doświadczenie. Muszę jednak przyznać, że oczekiwałam od festiwalu świateł w Berlinie trochę więcej. Zabrakło mi tu przede wszystkim muzyki.  Godzina 23 -wsiadamy do autobusu i ruszamy do domu.


Jak Wam się podobał mój city break i zwiedzanie alternatywnego Berlina? Mam nadzieję, że mój tekst zachęcił Was do zrobienia podobnej wycieczki. Czekam na Wasze komentarze.

 

 

 

 

 

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu

Latest posts by Renata (see all)