5 POWODÓW BY LECIEĆ NA FILIPINY

Jeśli wciąż wahasz się, czy lecieć na Filipiny to odrzuć wszelkie wątpliwości. Filipiny to raj na ziemi i jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widziałam. Byłam tam tylko 8 dni, ale to były najlepiej spędzone 8 dni w życiu. W ciągu jednego dnia przeżyłam tyle przygód, co w ciągu kilku lat. Doświadczyłam chrześcijańskiej miłości w najczystszej formie. Zresetowałam umysł i tak jak po mojej wcześniejszej podróży po Bali doznałam katharsis. Mój świat już nigdy nie był taki sam. Moje postrzeganie świata i problemów zmieniło się o 180 stopni. Ludzie pytali mnie po powrocie – czy warto było lecieć prawie 20 godzin tak daleko? Powiem, że warto byłoby nawet 30 godzin. Filipiny są wyjątkowe pod każdym względem. Powodów, dla których warto je odwiedzić, można wyliczać godzinami. Ograniczę się jednak specjalnie na potrzeby tego artykułu do wskazania tylko 5 powodów. Mam nadzieję, że to Was zachęci do lektury kolejnych artykułów na ich temat i przede wszystkim podroży.


1. LUDZIE


Zawsze powtarzam, że to, co najpiękniejsze w podróżowaniu to nie tylko piękne krajobrazy, ale przede wszystkim poznawanie innych kultur i wyjątkowych ludzi, którzy czasami mogą zostać naszymi przyjaciółmi na całe życie. Filipińczycy to jeden z najpiękniejszych narodów dla mnie, ale nie ze względu na wygląd fizyczny. Filipińczycy mają piękne dusze i ogromne serca pełne szczerej miłości do drugiego człowieka oraz świata. Gdyby ktoś zapytał mnie, jak zachowuje się wzorcowy chrześcijan, wskazałabym Filipińczyka.

Tu nie ma smutnych ludzi. Każdy jest uśmiechnięty i na każdym kroku słyszysz – Cześć! Jak się masz? Ludzie tutaj promienieją radością i sympatią, mimo że ich życie wcale nie jest kolorowe. Zdecydowana większość żyję w skrajnej biedzie. Ich domy to najczęściej małe lepianki, często przy ruchliwej ulicy. Jedzą najczęściej to, co sami złowią lub wyhodują. Ich życie jest skromne a najpopularniejszą rozrywkę stanowi karaoke. Praktycznie w każdym domu i barze słychać kogoś śpiewającego. Większość z nich nigdy nie wyjechała poza swoją wyspę. Mimo to każdy jest uśmiechnięty i pełen życzliwości. Ludzi, którzy mnie urzekli swoją naturalnością i grzecznością, mogłabym wyliczać godzinami.

Filipińczycy to również ludzie pracy. Mają ogromny szacunek do szefa, jak i samej pracy. W pewnym sensie jest to związane z ich mentalnością, na którą wpływ miał kolonializm. Bez dwóch zdań to najbardziej lojalni pracownicy, jakich można sobie wyobrazić. Prędzej dadzą sobie rękę uciąć, niż coś ukradną albo złego powiedzą na szefa. Nic więc dziwnego, że większość biznesów na wyspach prowadzą emeryci z Europy czy USA. Chyba nigdy nie zapomnę kuriozalnej sytuacji w jednej z restauracji, gdy kelnerka z własnej kieszeni postanowiła zapłacić rabat dla mnie za źle przyrządzone danie.

Któregoś dnia wybrałam się do restauracji przy plaży na kalmary. Na Filipinach najczęściej podaje się je z grilla i zwykle są bardzo dobre. Podstawą jest nieprzesuszenie ich, ale też nie mogą być one gumowate. W moim przypadku zdarzyła się ta druga sytuacja. Poprosiłam więc grzecznie o podgrzanie. Niestety zamiast tylko trochę podgrilować kucharz totalnie wysuszył kalmara i praktycznie nie było nic do jedzenia. Przy płaceniu rachunku poprosiłam zatem o niewielki rabat lub ewentualnie sok gratis (mniej niż 1 euro). Kelnerka, która nas obsługiwała nie była zbyt chętna. Po 5 minutach konsultacji z resztą załogi zaproponowała dugi sok gratis. Grzecznie podziękowałam, mówiąc, że już drugiego nie zmieszczę i że najlepiej jak mi nie policzy za pierwszy. Zaproponowałam też, żeby skonsultowała się z managerem. To był koniec. Dziewczyna wpadła w panikę na samo słowo ‘szef’. Ostatecznie przyniosła mi kolejny sok i powiedziała, że za niego zapłaci. Oczywiście odmówiłam, bo to niesprawiedliwe i bardzo źle się z tym poczułam. Zaproponowałam, że możemy temat już zakończyć i zapomnieć o rabacie. W końcu nie ma co się kłócić o pieniądze. Chodziło bardziej o zasady. Filipinka jednak nie chciała o tym słyszeć. W końcu przybiegła jej koleżanka z informacją, że wszystko jest ok i że tamta już zapłaciła za mnie. Próbowałam dyskutować, ale wszyscy mówili tylko – jest ok. Poczułam się źle wiec zostawiłam chociaż napiwek.

Moje serce jednak skradła para młodych policjantów, z którymi razem z moją towarzyszką podróży umówiłyśmy się do baru na piwo oraz karaoke. Przede wszystkim panowie byli gentlemanami i nie dali nam za siebie zapłacić. Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale w tym przypadku wiem, że to był dla nich spory wydatek. To jednak świadczy o ich klasie i szacunku do kobiety. Siedząc w barze, rozmawialiśmy zwyczajnie o życiu na wyspie, ich pracy oraz domu. Urzekła mnie ich duma z posiadania pracy i możliwości służenia ludziom, nawet jeśli nie mają zbyt dużych dochodów, mieszkają w spartańskich warunkach i muszą być 24 godziny w gotowości. Oni są naprawdę dumni, że mogą pomagać innym ludziom i dbać o bezpieczeństwo. Coś pięknego.

Dowiedziałam się też policjanci i strażnicy bardzo często kupują ze swojej kieszeni jedzenie dla więźniów. Na Filipinach więźniowie muszą się utrzymywać sami, a jedzenie musi im przynosić rodzina. Jeśli ktoś nie ma bliskich, to zwykle otrzymuje pomoc od strażników. Nie jest to w żaden sposób sformalizowane. Zwykły ludzki gest. Dlaczego to robią? Bo uważają, że drugiemu człowiekowi trzeba pomagać i nie można go oceniać za popełnione błędy. Myślałam, że się popłaczę.

Później jeszcze rozmawialiśmy o rodzinie i miłości. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. W tych chłopcach było tyle dobra i wartości. Żyjąc w zabieganej i materialistycznej Europie czy Ameryce, rzadko można usłyszeć takie słowa, które padły z ich ust. Większość z nas skupionych na pracy, robieniu kariery i zakupach często zapomina o podstawowych wartościach. Na Filipinach to podstawa życia. Filipińczycy przypomnieli mi, co naprawdę jest ważne w życiu oraz dali nadzieję, że na tym świecie są wciąż ludzie pełni ludzkich wartości. Przepraszam, ale tu już chyba skończę, bo im więcej myślę o filipińskiej dobroci, tym bardziej się wzruszam.


2. PRZYGODA


Filipiny to bez dwóch zdań raj na ziemi. Tu jest tak pięknie, że aż brak słów. Otaczająca nas przyroda cieszy zmysły, ale też stwarza podstawy do aktywnego wypoczynku i przygody. Filipińczycy są w tym naprawdę dobrzy. Pływanie w morzu obok największych znanych człowiekowi ryb – rekinów wielorybich, skoki z wodospadów i klifów, zjazd na linie nad przepaścią oraz spływ kanionem to tylko nieliczne z atrakcji, które na Was czekają na Filipinach i których sama doświadczyłam.

Całkiem duże możliwości oferuje wyspa Bohol. Możecie tu m.in. zjechać na linie (zip line) z wysokości 120 m na trasie liczącej 0,5 km nad pięknym kanionem z rzeką Loboc lub dosłownie w chmurach na najdłuższej oraz najwyżej położonej zip line w Azji w Hoyohoy Highland Stone Chapel & Adventure Park (1250 km na wysokości 500 m). Koszt tej przyjemności to jedynie 400 PHP, a adrenalina i zapierające dech w piersiach wrażenia gwarantowane. Człowiek czuje się przez chwilę jak ptak i myśli sobie, że nawet jeśli lina się zerwie, to przynajmniej zginie w otoczeniu pięknej przyrody.

Możecie też wybrać się spacer po trzeszczącym i chwiejącym się bambusowym moście zawieszonym 25 m nad rzeką Loboc (20 PHP) lub odwiedzić sanktuarium pytona gdzie możecie się dosłownie owinąć tym wężem oraz zrobić sobie selfie z żółtym pytonem długości kilku metrów (45 PHP).

Natomiast na wyspie Cebu możecie wybrać się na kilku godziną wycieczkę po kanionach tzw. canyoneering w paku narodowym Kawasan, gdzie znajduje się jeden z najpiękniejszych wodospadów na Filipinach. Canyoneering to nic innego jak poruszanie się w kanionie przy użyciu różnych technik, takich jak wspinaczka, skoki do wody, chodzenie, zjazdy i pływanie. Czeka tam na Was wdrapywanie się po skałach, przeciskanie przez szpary oraz skoki do wodospadów. Wycieczka trwa około 3h i dostarcza ogromnej ilości adrenaliny ze względu na potrzebę przełamywania różnych barier i braku możliwości zawrócenia. Przez całą trasę towarzyszy nam lokalny przewodnik oraz otrzymujemy na wyposażeniu kask, oraz kamizelkę. Najwyższy skok odbywa się z wysokości 15 m.

Na tym się nie kończy. Wyspa Cebu oferuje również jedyne swoim rodzaju przeżycie jak pływanie w morzu obok największych znanych człowiekowi ryb – rekinów wielorybich. Ich długość ciała dochodzi do 12,65 m, a masa ich ciała sięga 13,6 t). Mimo to należą one do jednych najłagodniejszych ssaków. Możliwość spojrzenia im w oczy i otarcia się jest przeżyciem, którego nie da się opisać słowami. Człowiek nabiera ogromnego szacunku do natury. Oczywiście przyznaję, że boli mnie fakt, że są one codziennie na kilka godzin wabione pokarmem w postaci planktonu, by turyści mogli je zobaczyć.

Z drugiej zaś strony myślę, że jednak warto. Pamiętajmy jednak o przestrzeganiu zasad i starajmy się jak najmniej zakłócać ich tryb. Na świecie jest zaledwie garstka takich miejsc jak to w Oslob.


3. PRZYRODA


Chyba śmiało mogę powiedzieć, że Filipiny to cud natury. To jedyne państwo świata, które mieści się na archipelagu złożonym z siedmiu tysięcy wysp. Wiele z tych wysp zachowała swój dziewiczy charakter jak np. Palawan czy Balicasag. Powierzchnia Filipin jest w 75% górzysta, z nielicznymi dolinami i nizinami oraz stanowi dom dla prawie 10 tysięcy gatunków roślin.

To właśnie tu doświadczymy cudownych plaż, zielonych tropikalnych lasów, krasowych jaskiń, raf koralowych i turkusowej wody jak z reklamy. Filipińskie wyspy oferują świetne miejsca do nurkowania oraz snorkelingu. Czasami wystarczy tylko wejść do wody i zanurzyć głowę.

Chyba nigdy nie zapomnę, gdy tak właśnie zrobiłam na plaży Panagsama Beach a moim oczom ukazał się żółw, z którym później pływałam kilkanaście minut.

Na Filipinach możemy poczuć się częścią natury i ją eksplorować na każdym kroku. W sanktuarium ryb przy wyspie Balicasag możemy przez chwile być dosłownie jak ryba w wodzie. Wystarczy zanurzyć się, a naokoło nas zobaczymy tysiące różnokolorowych rybek. Każda z nich sobie swobodnie pływa i zupełnie na nas nie zwraca uwagi. To było coś pięknego. Mogłam tak siedzieć w wodzie z maską godzinami i ciągle było mi mało. Przyroda na Filipinach i przede wszystkim jej bliskość zachwyca na każdym kroku.

Tylko tu można zobaczyć piękne dziewicze wyspy lub zobaczyć niektóre zwierzęta z bliska. W tym celu Filipińczycy stworzyli liczne sanktuaria dla zwierzą t m.in. małpki Tarsier, które mają na celu ochronę zagrożonych wyginięciem gatunków.


4. JEDZENIE


Kuchnia filipińska to kolejny powód, by odwiedzić Filipiny. Bynajmniej nie względu na smaki, ale różnorodność. Sama w sobie kuchnia filipińska jest dosyć prosta i istnieje tak naprawdę od niedawna. Filipiny to jeden z tych krajów azjatyckich, który jest jeszcze najmniej ucywilizowany i wciąż się rozwija. Typowo filipińskich dań nie znajdziemy zbyt wiele. Przeważa tu zdecydowanie kuchnia tajska i chińska. Znajdą coś dla siebie zarówno mięsożercy, jak i wegetarianie.

To, co mnie faktycznie urzekło to dostęp do świeżych ryb i owoców morza. Serwuje je praktycznie każda restauracja, a porcję kupuję się na wagę. Poza tradycyjnie spotykanymi gatunkami możemy również spróbować czegoś bardziej wyszukanego jak np. ryba kamień czy coś na wzór krewetki. Wybór restauracji jest duży. Ani razu źle się nie poczułam, a ceny są bardzo konkurencyjne, bo w restauracjach można negocjować. Jeśli więc ktoś oczekują wyszukanych smaków tak jak w Tajlandii, to będzie zawiedziony, ale jeśli ktoś chce się najeść porządnie świeżych owoców morza i ryb to będzie czuł się jak w raju.

Podobnie jest z sokami ze świeżych owoców Pamiętajcie tylko by prosić bez cukru, bo Filipińczycy podobnie jak inni Azjaci lubią dodawać dużo cukru do soku (4-5 łyżek).

Jak w większości azjatyckich krajów tak i na Filipinach jest wszechobecny „street food”, czyli uliczne jedzenie. Polecam to jednak tylko dla odważnych, bo nie niestety większość sprzedawców nie posiada lodówek oraz używa niezbyt czystej wody. Zaletą jest na pewno niska cena.
Filipińczycy również lubią bardzo dania z grilla, więc jak tylko zapada zmrok, na ulicach rozpalane są grille. Bardzo często można też spotkać młodzież robiącą barbecue na plaży.


5. WOLNOŚĆ I CHILLOUT


Jeśli tak jak jesteście korpoludkami albo zmęczył Was codzienny bieg życia, to Filipiny będą dla Was idealnym miejscem na relaks. Bez względu na to, czy wybierzecie się na bardziej turystyczną lub bardziej dziką wyspę spokój macie gwarantowany.

Filipińczycy to bardzo spokojny i cichy naród, który w żaden sposób się nie narzuca turyście. Nikt nie będzie Cię tu nagabywać w sklepie. No może jedynie na ulicy usłyszysz tysiące ofert wycieczek lub ciągle ktoś na motorze, lub trycyklu będzie oferować Ci przejażdżkę. Przy czym to nic, bo każdym jest miły i uśmiechnięty. Każdy Ci mówi ‘Cześć!’ i to jest fajne. Nie brakuje tu jednak miejsc, gdzie możesz na chwilę uciec od cywilizacji, tłumów turystów i zaszyć się gdzieś z książką pod palmą. Lubisz wodę? Wypożycz łódkę z przewodnikiem i popłyń na inną wyspę lub wybierz się na snorkeling. Poczuj ciszę i kontakt z przyrodą. Na Filipinach jak nigdzie indziej możesz poczuć się Panem świata. Totalnie się wyluzować i poczuć się wolnym.


Czy te 5 powodów wystarczy, by wybrać się na Filipiny? A może ktoś z Was już był i chciałby dodać coś od siebie? Czekamy na komentarze.

 

Renata
Jestem tu

Renata

absolwentka UW i University of Southern Denmark, waleczna księżniczka, alergiczka, jedynaczka walcząca od dziecka z samotnością i kompleksami, marzycielka, niepoprawna optymistka, samotna podróżniczka i organizatorka wypraw grupowych na 4 kontynentach, która kocha latać samolotem od 3 roku życia, mieszkała w Hiszpanii i Danii, aktualnie jest w Londynie
Renata
Jestem tu